niedziela, 13 kwietnia 2014

In she came with the same type game. The type of girl giving out the fake cell phone and name.

"Wszystko, co dobre w życiu jest niemoralne, nielegalne albo tuczące." Ktoś sobie kiedyś tak powiedział, a dziś sentencję zna każdy w dwustu różnych wersjach. Brzmi fajnie, w sam raz na fejsbuka albo inną rubrykę "o mnie". Takie "Patrz, ale nie dotykaj" tylko level up, bo wiadomo - jesteśmy dorośli. 

Brzmi fajnie, brzmi portalowo, "ale my to jesteśmy fafarafa!" Pół biedy. Zdanie wygląda na prawdziwe, a to już znacznie gorzej. Się tak zastanowiłam nawet (jako pierwszy Niewierny Tomasz, który sprawdzić wszystko własnym palcem musi) nad swoim prywatnym przypadkiem: Co Ci sprawia przyjemność, Paula? Co lubisz tak na sto procent? Co Cię jara, drogie dziewczę? Po krótkiej rozmowie, już wiem. Zgadza się. Badania empiryczne wykazały, że moje słodkościo-piękności można sprawnie upchnąć w powyższe NIE-kategorie. Dramat to lekki, jak tak przycupnąć chwilę nad kwestią, bo wychodzi na to, że jak jesteś przeciętnie dobrym gościem, to z tą przyjemnością/satysfakcją nie za bardzo. Układ jest prosty, wyjścia dwa: ALBO-ALBO. Albo rybki albo akwarium. Ofiara musi być. 

Jasne, wiem. Zaraz ktoś mi wyleci, że "ojezujezu, przyjemność to też muzyka, wiedza, słońce i kwiatki". Owszem, zgadzam się. Tak się cudownie wydarzyło w moim życiu, że wrażliwość pozwala mi odbierać bodźce inne niż fizyczno-materialne, aleeeee...ale no przecież nie będziemy się licytować, Panie i Panowie. Wiemy, że siedzimy na bardzo ogólnym poziomie rozważań, jeśli o takich w ogóle można mówić (bardziej to przecież niedzielne pitu-pitu). 

Gdyby jednak chcieć wejść głębiej, to z tego bełkotu powyżej wyciągnąć należy trzy słowa: nie, ofiara i przyjemność. Po przestawieniu liter, dodaniu i pomnożeniu, otrzymamy trójkąt iluminacki z hasłem KONFLIKT WEWNĘTRZNY w środku. I tu się właściwie zabawa zaczyna, tu słowo "meritum" nie będzie żadnym nadużyciem i tu, po mosteczku, krok za kroczkiem wchodzimy do własnej bańki i myślimy jak to z nami jest...

Nie ma znaczenia czy na pączków przykładzie, czy na przykładzie nielegalnego...czegoś czy niemoralnego...też czegoś czy innego czegoś, co zaczyna się od NIE (mindfuck wyczuwam). Całe życie zmagamy się ze sobą, ze swoim sumieniem, ze świadomością, że życie jest krótkie. Z reakcjami społeczeństwa, rodziny, przyjaciół, z oczekiwaniami wobec siebie i życia. Podlegamy normom, zasadom, ograniczeniom w każdej postaci. Regułom, które sami w sobie wyhodowaliśmy, które zostały nam zaszczepione gdzieś po drodze. Z drugiej strony barykady - nasze marzenia, pragnienia, plany, szaleństwa, emocje i burze myśli. Żywa tkanka. Freud mówił o tym ID i Superego, a ja tu widzę, kolokwialnie mówiąc, dobry gnój.

ja vs. ja. doktor jekyll i mr hyde. 

nie dość, że schizofrenikiem człowieka stworzono (ach, to poczucie humoru, BOSKIE!), to jeszcze za nic się tej potyczki z samym sobą wygrać nie da. a jak się da, to zwracam honor. jestem przegrańcem i pytam: Jak żyć, panie premierze?

top - myred.pl
pants - Bershka
blazer, shoes - h&m
scarf - Zara
gloves - Kinga Janowska Fashion

Today I'm gonna show you something kinda... new :) Outfit that I prepared for you is quite unusual, cause I'm not used to wearing black clothes at all. I don't like this colour - it's sad, upsetting and... kind of empty, let's say. No history, no life, no emotions in black. The second thing is I'm a blond girl, with bright hair and fairy skin, so dark colours do not suit me at all. Actually, I look like I was sick or sth bad happened to me. 

Still, everyone needs to try sth new from time to time and the only thing I can say right now is: I hope you will like it! :)












czwartek, 10 kwietnia 2014

Give me love

Czy zdarza się Wam śmiać podczas czytania najnudniejszej książki historycznej? Jestem na takim etapie rozpaczy nad własną pracą magisterską, że książka historyczna zdaje się być rzeczywistą rozrywką i odpoczynkiem dla mojego mojego mózgu, że po prostu co kilka stron śmieje się podczas czytania np o polityce Katarzyny II. Wieje sandałem, lamuchem i socjopatą ale tak się dzieje, kiedy siedzisz zbyt długo w bibliotece. Najlepszym przykładem ześwirowania jest to, że gdy kładę się spać i zamykam oczy, widzę litery na monitorze :D :) Dobranoc

czapa- New Era
koszula- SH
top- Topshop
szorty, buty-Zara
kurtka- Misbhv 

Have u ever had fun while reading really boring historical book? I'm at this level of working on my master thesis that reading historical book is a real pleasure and entertainment for me. Every few pages of reading about politics of Catherine the Great makes me laugh. That's lame, sad and sounds like I'm a bit a sociopath. The best example of my hard work is that when I put myself to bed and close my eyes, I can still see letters on my computer screen :) Cool, huh?
Good night :* 




















niedziela, 6 kwietnia 2014

This is ten percent luck, twenty percent skill, fifteen percent concentrated power of will.

Ludzie to dziwni są czasem. Chociaż nie, "dziwni" to złe określenie, bo nic konkretnego nie wnosi. Złe aczkolwiek dość szerokie i dość nikogo-nie-obrażające, asekuranckie i bezpieczne. Ale niech będzie. Motywów działań ludzkich jest wiele i wymienić cały ten śmietnik zajęłoby wieki. Tyle czasu nie mam. A już na pewno nie dla ludzi. 

Że konsumpcjonizm mamy to wiemy. Że popkultura, mass-media też. Że materializm, przedmiotowość,  uśrednienie, blablabla. Jasny gwint, nie będę Was obrażała takimi banałami. Każdy wie o co biega. Trąca masówą na każdej szerokości geograficznej. Każdy chce mieć (to samo), każdy chce bywać (tam, gdzie wszyscy), każdy chce znać (to, co znają inni), mówić (tak, jak mówią inni), wyglądać, oglądać, czytać (to, co inni). Nawet tak od wieków ceniony indywidualizm stał się masowy, powszechny, jest towarem, dobrem gorliwie pożądanym. Masówa. Kupa gówna czyli, taka prawda. Lepimy się wszyscy do siebie, wszyscy mamy tę samą konsystencję, barwę i urzekający zapach i do tego, naturalnie, każdy jest święcie przekonany o swojej wyjątkowości, unikalności i, że jest szajning lajk e star.  I nic w tym dziwnego, człowiek niby myśli, ale zwierzę to jednak przygłupawe i taką już mamy prześmieszną, naiwną naturę, co zrobić... Nie zmienia to faktu jednak, że czasem trafiają się wybitne jednostki. Co prawda, wszyscy albo kończą w plastikowym worku albo z igłą w kanale, czasem trafi się jakiś miły psychiatryk, ewentualnie AIDS. Wiemy jak skończył Cobain, wiemy na co umarł Mickiewicz i po czym tworzył Norwid, jak urozmaicał sobie czas Molier czy Markiz de Sade. Nawet pięknej Marylin ponadczasowa uroda nie pomogła. Wszystko ma swoją cenę... i skalę. Nie trzeba być panną Monroe żeby dostawać po tyłku za najmniejszą próbę oddzielenia się od masy. 

Polskie społeczeństwo to cebula ze smalcem polane kiełbasą i jeśli nie ubierasz się na czarno zimą i brązowo na wiosnę (taki optymistyczny akcent, w końcu można zaszaleć), to ludzie się buntują. Nie akceptują, mówią: "A fe! Ta cebula nie wygląda jak my. To inna cebula, podejrzana cebula. A może wcale nie jest cebulą? Może jest obca? Na wszelki wypadek zachowajmy dystans, postraszmy cebulę i zobaczymy co będzie dalej".  W inny sposób nie potrafię sobie wytłumaczyć dlaczego jedna z drugą wiecznie pytasz mnie czy nie jest mi zimno? Czy nie widzisz, że to jedyne pytanie, które mi zadajesz? Intensywność naszego kontaktu pozostawia tak wiele do życzenia, że nie podejrzewałabym Cię o jakąkolwiek troskę. Dlaczego przeszkadza Ci, że koleżanka nie nosi bielizny, a kolega uwielbia czerwone spodnie w kropki? Dlaczego ktoś nie może przefarbować włosów na niebiesko albo ciachnąć na 2 mm? W czym tkwi Twój problem, człowieku? Nawet jeśli noszę szorty zimą, a latem długie spodnie i kurtkę, nawet jeśli któregoś pięknego dnia postanowię postawić sobie wieżę z cebuli na głowie albo wytatuować "Andrzej" na czole, to i tak to zrobię. Niezależnie od tego czy zapytasz mnie milion razy albo nawet dwa czy nie jest mi zimno, po co układam cebulę na głowie i dlaczego wybrałam czoło (przecież najlepszy tatuaż to tribal na lędźwiach). Twoja opinia nie ma dla mnie znaczenia, a z racji tego, że jestem w miarę kulturalnym człowiekiem, nie rzucę w Ciebie ziemniakiem, nie ocenię publicznie Twojej biedy umysłowej, nie powiem żebyś sobie poszła. Powiem, że nie jest mi zimno lub, gdy mam lepszy humor i jestem milsza dla ludzi, odpowiem, że tak, MASZ RACJĘ, dzisiaj jest trochę chłodno. I to się nazywa trochę-wyrozumiałość albo pół-tolerancja dla Twoich durnych, autostymulujących pytań. Warto czasem zastosować ten skomplikowany zabieg. Polecam. Żanet Kaleta.

Powinnam zakończyć jakimś zdaniem zabezpieczającym, np.: "no offence, to tylko teoria" (peweczka, całe życie to teoria), ale zamiast "no offence" powiem: no mercy, misie waniliowe. I powiem jeszcze, że niezmiernie cenię nonkonformistów, outsiderów i dziwaków wszelkich. Za treść, za koloryt, za swoją jazdę. Za odwagę.

crewneck - River Island
sukienka / dress - h&m
snapback - The Hundreds via Urban Flavours
varsity jacket - Pull&Bear
flatforms - asos.com
kolczyki / earrings - c&a

















czwartek, 3 kwietnia 2014

No diggity

Znów post dodaję z opóźnienie. Przepraszam. Postanawiam poprawę :) 
Post krótki, bo długa noc przede mną pod znakiem nauki. 
Stylizacja zwykła z bardzo zwykłą historią marynarki. Zobaczyłam ją kiedyś jadąc autem na witrynie H&M. Stwierdziłam, że to marynarka marzeń i MUSZĘ ją mieć. Następnego dnia radośnie udałam się do sklepu, żeby usłyszeć, że wszystkie marynarki zostały wykupione oprócz tej z wystawy ale również na tę, w rozmiarze 36 jest już kolejka chętnych. Prawie płacząc, że "JA ZAWSZE MAM TAKIEGO PECHA!!!", zaczęłam poszukiwania na allegro i znalazłam swoje marzenie w rozmiarze 38 (tym razem trochę za duże). Mimo wszystko bardzo cieszyłam się ze swego zakupu, kiedy idąc kilka dni później do H&M zobaczyłam świeżutką dostawę "mojej" marynarki w rozm. 36. Kupiłam (jak zawsze z obietnicą: tamtą sprzedam). 38 nigdy nie trafiła na allegro, leży natomiast na dnie mojej szafy. Aaaaa swoją wymarzoną marynarkę założyłam dwa razy w życiu. 3 lata temu przymierzając i dziś :) Czasem zdarzy mi się być typową kobietą. 

jacket- H&M
top- zara
shorts- Topshop
shoes- no name
clutch- River Island

I'm a bit late with post again. Sorry for that. I hope, next time I'll be on time.
Today's post is going to be short cause i'm going stay up studying.
Today's look is pretty normal. But jacket has pretty funny story. I saw it 3 years ago at H&M's shopwindow while driving a car. I said to myself: it's jacket from my dreams! I just need to have it" So the next day I went there to buy my lovely jacket but instead if walking out happy with my new purchase, I almost start to cry when I heard that it had just sold out. The only one left was the one on shopwindow but there was already line for that :) I didnt give up and found it online but in size 38 (which was a bit too big this time). Few days later, in H&M there was new delivery of my "dream jacket". I bought another one in my size (with a thought that I would sell previous one on-line). As it always happens, I'd never even try to sell it and since then it's been lying in my wardrobe. And my lovely jacket, in my size, I wore twice: 3 years ago while trying it on and today :) Sometimes even I behave like a typicall women :)